Do niedawna na Dzień Dziecka prezenty dostawałam ja. Od dwóch lat mam ogromną przyjemność nie tylko je dostawać, ale i robić dla mojego syna. W tym roku ze sklepowych eksploracji wyszłam bogatsza nie tylko o parę nowych zabawek, ale i sporo przemyśleń. Niekoniecznie zabawnych…

KSIĘŻNICZKI I INŻYNIEROWIE

Mój syn ma niecałe dwa lata. Oferta, która skierowana jest do niego i jego koleżanek rówieśniczek jest na razie dość jednorodna.  Za parę lat jednak ich drogi kompletnie się rozejdą. Dziewczynki, owszem, będą miały w czym wybierać: mini zestawy do sprzątania, stylizowania włosów, szycia, malowania paznokci czy robienia biżuterii, mini kuchnia, toaletka, mikrofon, w najlepszym przypadku zestaw małej pani doktor. Cóż za różnorodność, prawda? Chłopcy za to w tym czasie zbudują prom kosmiczny, samolot, garaż, podszkolą się w majsterkowaniu. Czy tylko mnie ten podział razi? Czy producenci zabawek mogliby pomyśleć nad trochę bardziej sprawiedliwym podziałem zabawek? Jaki przekaz wysyłają dzieciom takie zabawki? Dziewczynki mają wyglądać i dbać o nas. Ale to chłopcy są od myślenia.

Płeć to oczywiście znacząca cecha każdego dziecka, ale przecież nie jedyna. Nie powinniśmy na dziecko patrzeć tylko przez jej pryzmat. A patrzymy. Owszem, dzieci posiadają naturalne, wrodzone preferencje, które różnicuje na przykład ilość testosteronu, ale zdaniem Lise Eliot, autorki książki „Różowy mózg, niebieski mózg” różnice te są naprawdę minimalne i nie ma sensu zrzucać na nie odpowiedzialności. Większość narzucanych różnic to już „zasługa” ludzi, którzy nas otaczają – rodziców, nauczycieli, mediów. A my stereotypy w traktowaniu chłopców i dziewczynek powtarzamy za naszymi rodzicami, dziadkami, przodkami. Kiedyś, te pięć czy dziesięć wieków temu, faktycznie mężczyźni musieli być twardzielami, walczyć na wojnie, biegać za zwierzyną po puszczy, a do zadań kobiet należała opieka nad domowym ogniskiem. Dziś jednak różnice te kompletnie nie przystają do naszych czasów. Choć niestety wciąż obowiązują.

CHWYT MARKETINGOWY

Na temat stereotypizacji zabawek mówi się coraz częściej i coraz głośniej. Na szczęście. W 2012 grupa mam z brytyjskiego forum dyskusyjnego Mumsnet połączyła siły i ruszyła z kampanią  „Let Toys Be Toys”. Co postawiły sobie za cel? Zwrócenie uwagi producentom zabawek, że niesłusznie dzielą zabawki ze względu na płeć, a nie ze względu na przeznaczenie. Hamują w ten sposób w dzieciach możliwość dokonania przez nie samych wyboru i wtłaczają ich wyobraźnię i rodzące się pasje  w swój bezsensowny, szkodliwy wręcz marketingowy plan. Bo podział na „różowe” i „niebieskie”, na „dziewczęce” i „chłopięce” to wynalazek całkiem świeży. Chi Onwurah, członkini brytyjskiego parlamentu, w jednym ze swoich przemówień w Izbie Gmin przyznała: „Przeglądałam ostatnio zakupowy katalog z zabawkami z 1976. Zabawkowe domki były w przeróżnych kolorach. Dziś są różowe. Dziewczynka w katalogu klocków Lego z 1981 ubrana jest na niebiesko, nosi dżinsy i zwykłe trampki. Niesamowite! Dziś nie byłoby to możliwe. Co się stało przez te ostatnie 30 lat? Czy ktoś pomalował chromosomy Y na niebiesko albo zmusił chromosomy X do wydzielania różowych hormonów? Nie. Ta agresywna, genderowa segregacja zabawek to nic innego jak marketingowe chwyty największych rynkowych graczy. Każdy spec od marketingu dobrze wie, że właściwe różnicowanie i segmentowanie produktów to większa sprzedaż”.

Większość z was prawdopodobnie myśli sobie teraz: „To nie o mnie, ja nie dałam się wpuścić w sidła tej manipulacji, ja wybieram rozsądnie, nikt mną nie manipuluje”. Tak samo pewnie myśleli o sobie uczestnicy eksperymentu przeprowadzonego przez telewizję BBC. Zostali w nim poproszeni, aby za pomocą różnych zabawek pobawić się z dwójką maluchów –Sophie i Olivierem. Sophie głównie próbowano zainteresować lalką w różowym ubranku oraz pluszowymi przytulankami. Olivier z kolei dostał plastikowego robota z ruchomymi elementami, klocki i drewnianą zabawkę pobudzającą logiczne myślenie. Gdy dorośli dowiedzieli się, że Olivier to tak naprawdę dziewczynka o imieniu Marnie przebrana w chłopięce ubranka, a Sophie to przebrany w dziewczęce ubranka Edward, nie kryli zdziwienia. I zaskoczenia własnym stereotypowym sposobem myślenia. Twierdzili, że nie zastanawiali się specjalnie długo nad doborem zabawek, podsuwali dzieciom po prostu te, które akurat mieli pod ręką. Kto więc decydował, że Sophie dostanie laleczkę, a Olivier robota? Podświadomość. Wychodzi więc na to, że stereotypy siedzą w każdym z nas jeszcze głębiej, niż nam się wydaje. I dochodzą do głosu szybciej niż głos rozumu.

MAMO, NUDZĄ MNIE LALKI

No dobrze. Ale czy dla dziewczynki zabawa tą nieszczęsną różową laleczką to naprawdę taka wielka krzywda? Czy naprawdę będzie miało to jakiekolwiek negatywne długofalowe konsekwencje? Otóż w pewnym sensie będzie miało… Ale dziewczynka prawdopodobnie nigdy się o tym nie dowie. Albo i dowie, jeśli na przykład ma na imię Debbie Sterling. Debbie studiowała inżynierię na jednym z najlepszych amerykańskich uniwersytetów. Większość przedmiotów udawało jej się zaliczyć bez większych problemów. Poza rysunkiem technicznym. Ze zdziwieniem obserwowała swoich kolegów, którzy z przedmiotem tym nie mieli problemów. Pomagała im po prostu lepiej rozwinięta przestrzenna wyobraźnia. Tylko dlaczego u Debbie nie była tak rozwinięta? Kobieta drążyła temat i w końcu odkryła powód tych różnic. W dzieciństwie w rozwoju wyobraźni przestrzennej pomaga na przykład układanie i konstruowanie przeróżnych budowli z klocków. Jeśli porównamy ofertę klocków, którą sklepy kierują do dziewczynek i do chłopców, szybko zrozumiemy dlaczego to właśnie chłopcy mają lepszą wyobraźnię przestrzenną. Oni nie rodzą się z tą przewagą. To po prostu lepiej dobrane zabawki pomagają im tę umiejętność wykształcić od najmłodszych lat. Debbie, nie myśląc długo, postanowiła wypełnić tę lukę. Stworzyła lalkę dla dziewczynek. Nie byle jaką lalkę – lalkę konstruktorkę, która rozwija w dziewczynkach poza opiekuńczością i troskliwością, mnóstwo innych umiejętności! W końcu pewnego dnia dziewczynka może zamarzyć o byciu inżynierką, albo architektką lub kosmonautką. Czy wtedy będzie musiała podkradać zabawki kolegom? Luka w ofercie tego typu zabawek skutkuje  drastycznie niskim odsetkiem kobiet studiujących na kierunkach ścisłych.  Z odsieczą przychodzą lalki Goldieblox stworzone właśnie przez Debbie Sterling. Lalka Goldie i jej koleżanki pomagają dziewczynkom konstruować budowle, równocześnie wciągając je w świat przeróżnych historii i łamigłówek, które trzeba pomóc im rozwiązać. Zresztą zobaczcie sami. Oto reklama, która podbiła serca milionów rodziców. Szczególnie dziewczynek. Podobno to właśnie rodzice dziewczynek w parę dni zebrali za pomocą platformy Kickstarter 150 tysięcy dolarów i umożliwili Debbie zrealizowanie tego projektu.

Nie tylko zresztą dziewczynkom wielu producentów „odmawia” dostępu do konkretnego rodzaju zabawek. Chłopcom także. Choć można by pomyśleć, że wychowując w dzisiejszych czasach chłopców, ma się łatwiej. Wcale nie. Na samą myśl, że synowie mieliby bawić się lalkami, wielu ojców z przerażeniem i wstydem w oczach, odwróciłoby wzrok. Również i niejedna mama poczułaby się nieswojo z synkiem radośnie pchającym na spacerze zabawkowy wózeczek z lalką. A przecież on pchając ten wózeczek zaspokaja właśnie potrzebę troski o drugą osobę, uczy się czułości, opieki. Kiedyś zostanie mężem, tatą i bez tych cech trudno będzie mu odnaleźć się w tej nowej roli. Dziś jednak odmawia się chłopcom tej czułości. To kolejne archaiczne przekonanie wzięte z czasów, kiedy mężczyźni szli na wojnę czy do puszczy po strawę i wszelki objaw delikatności z ich strony, mógł się dla nich źle skończyć. Ale w dzisiejszych czasach? Co jest nie tak z czułością?

Może więc dziś, w święto naszych dzieci, albo najlepiej każdego dnia, dawajmy dzieciom prezent w postaci otwartego, pozbawionego uprzedzeń czy stereotypów wychowania. Nie traktujmy łagodności naszych synów jako „babskiej”, a dziewczynkom poza opowieściami o księżniczkach, opowiedzmy czasem niezwykłe historie o kobietach kosmonautkach, policjantkach, działaczkach społecznych. Oczywiście równocześnie pozwólmy dziewczynkom być dziewczynkami, a chłopcom chłopcami. Albo może, parafrazując wspomnianą tu wcześniej kampanię „Let toys be toys”, pozwólmy po prostu dzieciom być dziećmi. One same na pewno wybiorą dla siebie najlepiej.

Marysia Dąbrowska

Dziennikarka, absolwentka szkoły filmowej w Łodzi. Przez wiele lat pracowała w magazynie Joy, w którym prowadziła dział urody i pełniła obowiązki zastępcy redaktor naczelnej. Od ponad roku jej zainteresowania krążą bardziej wokół tematów macierzyńskich. Uwielbia gotować i jeść. Planować podróże i podróżować. A także czytać książki, najchętniej swojemu synkowi.

Dodaj komentarz

Chcemy być z Tobą w stałym kontakcie.

Zostaw swojego maila, aby otrzymać darmowe inspiracje, informacje o naszych akcjach, promocjach i najnowszych postach.

Subskrybując newsletter wyrażasz zgodę na przetwarzanie podanych danych i otrzymywanie od mamawokolicy.pl informacji handlowych.