Kiedy wchodzi na scenę skupia na sobie całą uwagę. Hipnotyzuje od pierwszego kroku, który podkreślają zawiązane wokół kostek dzwoneczki. Jest zakochaną kobietą czekającą na swojego kochanka, boginią, mitycznym bohaterem…

Zapraszamy was na rozmowę z Magdą, mamą 20 miesięcznego Feliksa, która jest profesjonalną tancerką, choreografem i pedagogiem. Prowadzi w Polsce zajęcia z klasycznego tańca indyjskiego – Kathaku oraz z Bollywood. Na jej zajęcia przychodzą nastolatki, studentki, mamy i córki, pracujące bizneswoman i przedstawicielki tzw. trzeciego wieku. Magda pracuje też jako grafik.

MWO: Magda, jesteś profesjonalną tancerką. Taniec wypełniał całe twoje życie. Czy jak zaszłaś w ciążę, to zastanawiałaś się, co zmieni dziecko w twojej pracy zawodowej? Czy będziesz nadal miała czas na taniec?

Magdalena Niernsee: Nie, w zasadzie nie zastanawiałam się nad tym. Przez trzy czwarte ciąży starałam się żyć tak, jakby nic się nie zmieniło. Nadal trenowałam, prowadziłam zajęcia, pracowałam jako grafik, nie odwoływałam spektakli ani pokazów. W piątym miesiącu wytańczyłam godzinny, solowy spektakl tańca 🙂 !!!

Pamiętam tylko zdziwioną minę mojej fotografki, która weszła na próbę, spojrzała na mnie i …zdębiała, bo jako jedyna rozpoznała, że mam nieco zmienione proporcje … Nikomu jeszcze nie mówiłam, bo po co? To była moja bardzo prywatna sprawa.

dojrzale-zakochanie2   dojrzale-zakochanie1

Pod koniec ciąży nieco zmieniałam formułę pokazów i w siódmym miesiącu zatańczyłam na scenie już tylko choreografię liryczną. Kryzysowy był ósmy miesiąc, kiedy łapały mnie straszne zadyszki, więc…zaczęłam pływać. Na sportowym basenie, codziennie, praktycznie aż do porodu. Pływanie dawało mi poczucie szybkości, a poza tym strasznie mnie śmieszyło pływanie na plecach i patrzenie na własny pępek. Czułam się jak wieloryb.

Największe przerażenie dopadło mnie w szkole rodzenia, na zajęciach z przebierania lalek… Raz, że zupełnie sobie nie radziliśmy, np. wsadziłam lalce palce w oko i wykręciłam rączkę, a dwa, jak przeliczyłam ile czasu zajmują poszczególne czynności i ile razy dziennie trzeba je powtórzyć, to nagle mój czas na  pracę strasznie się zawęził, a już wcześniej miałam ciągłe poczucie, że się nie wyrabiam z tym, co bym chciała zrobić. Eh… Jak sobie pomyślę teraz, ile kiedyś faktycznie miałam czasu i jak go marnowałam, to aż żal…

MWO: Jak radzisz sobie z czasem teraz, kiedy już jesteś mamą?

MN: Tuż po porodzie dopadły mnie endorfiny! A jak wiadomo, one dodają sił i witalności, więc nadal uważałam, że mój świat, aż tak bardzo się nie zmienił. Tylko, że byłam niesamowicie zakochana. Po raz pierwszy w życiu tak bardzo i nieodwołalnie, że praktycznie nie zauważałam świata na zewnątrz. Z pierwszego pokazu, w dwa miesiące po porodzie, pamiętam tylko radość i błogość, kiedy małe usteczka odnalazły moją pierś pod kostiumem.

To zakochanie trwa do dzisiaj. Jest tylko nieco dojrzalsze. Już wiem, że wszystko można, tylko, że czasem to kosztuje zbyt dużo energii, nerwów i spokoju mojego dziecka. Nie będę już jechała całą noc, na drugi koniec Polski, aby wracać po dwóch godzinach.

dojrzale-zakochanie5

 

MWO: Na początku myślałaś, że będziesz zabierać małego na zajęcia, ale ta formuła się nie sprawdziła. Dlaczego?

MN: O ile w pierwszym roku życia maleństwa, w zasadzie wszystko zależy od tego, ile ma się własnej życiowej siły i determinacji, aby godzić macierzyństwo i pracę, to kiedy maluch zaczyna raczkować, wyrażać własne zdanie i pokazywać, co chce w danej chwili robić, życie naprawdę się zmienia…

Na początku zabieranie malucha na zajęcia czy próby było łatwe. Dziecko w chustę lub w bujaczek, a ja przed lustro w sali ćwiczeń. Od momentu, kiedy zaczął raczkować, to już niestety nie zdawało egzaminu. Szkrabik podpełzał pod moje nogi i marudził. Musiałam go brać na ręce. W ten sposób mogłam nadal tupać rytmy, ale całej formy z rękami i szybkimi obrotami już nie dałam rady wykonać. Ale co ciekawe, przez pierwszy rok, moje dziecko często zasypiało pod wpływem mojego tupania, lub wolnego kręcenia się w kółko…

Niestety, rozpoznawało też melodie do tańca i na ogół wtedy płakało, bo kojarzyło, że z tą muzyką wiąże się moment, kiedy mama jest zajęta. Teraz na przykład, już na sam widok scenicznego makijażu, który nakładam, staje się czujny, czy aby nie wychodzę…

MWO: Czy to, że masz dziecko wpływa w jakikolwiek sposób na to, jak prowadzisz teraz zajęcia?

MN: Oczywiście, że tak! Dziecko to taki obcokrajowiec, któremu trzeba objaśnić świat, kawałek po kawałeczku. Codziennie uczę się cierpliwości, obserwacji, ile czasu potrzeba, aby zdobyć nową umiejętność. To przekłada się na moje metody uczenia. Moim uczennicom też muszę przekazać wiedzę i umiejętności, o których wcześniej nie miały pojęcia.

Posiadanie własnego dziecka  bardzo mi pomaga w prowadzeniu zajęć dla dzieci. Już się ich nie boję (śmiech). Jakoś z automatu potrafię z nimi rozmawiać. Po prostu zwracam się do nich, jak do własnego, małego człowieka.

Bardzo mi też pomaga to, że długo sama byłam w takiej sytuacji dziecka, mieszkając w Indiach. Poznawałam je od środka, stawiałam pierwsze kroki, „gaworzyłam”. Wiem, ile wymaga to pracy, a jednocześnie wiem, że każdy nowy przybysz ma własną osobowość, potrzeby i wartości. Nawet jeśli nie umie nam o tym powiedzieć, to nie znaczy, że możemy ich nie zauważać.

MWO: Gdybyś miała zrobić listę plusów i minusów macierzyństwa to…

MN: Odkryciem staje się wspólnota matek. Nawiązywanie kontaktów na placach zabaw i w salach gier. Nagle z tyloma osobami mam wspólny, uniwersalny temat. Codziennie kogoś poznaję. To wspaniałe. Do tej pory takie doświadczenie miałam tylko w Indiach i bardzo mi tego brakowało w dość hermetycznej Warszawie.

Świetne jest spędzanie czasu na spacerach z dzieckiem, obserwowanie jak nabywa kolejne umiejętności, buziaki na dzień dobry. Nawet otwieranie mi oka o 5 rano bywa fajne…

Minusem jest pośpiech. Poczucie, że chciałabym być  w dwóch miejscach na raz, że nigdy nie wiem, ile mam czasu (bo czasem mój synek śpi pół godziny, a czasem trzy godziny). Kocham ten stan, kiedy nagle jestem gdzieś sama i donikąd się nie śpieszę. Ale to zdarza się raz na dwa miesiące i trwa może z godzinę. Pamiętam to jednak przez następne tygodnie.

Macierzyństwo uczy nie pracować na ostatni moment. Trzeba pracować z wyprzedzeniem. Wtedy, kiedy można. Uczy odpuszczania tematów, które nie są ważne. Wybaczania sobie i światu niedoskonałości… Wymaga ciągłej elastyczności i zmian w podejściu. I to akurat kocham 🙂

MWO: Dziękujemy, że zechciałaś wpuścić nas za kulisy swojego życia mamy–tancerki.

dojrzale-zakochanie-6

KATHAK jest klasycznym tańcem indyjskim, pochodzącym z północy Indii. Unikatową propozycją w Polsce. To jedna z najbardziej kompleksowych technik tanecznych, która obejmuje zarówno niezwykle widowiskową część techniczną, gdzie serie szybkich obrotów przeplatają się ze spektakularnym wytupywaniem rytmów stopami, jak i liryczną część, w której za pomocą wysublimowanych gestów i póz oraz mimiki twarzy opowiada się historie. Do najczęstszych tematów, elementów spektaklu należą mitologiczne scenki, historie i perypetie różnych bóstw indyjskiego panteonu, zwłaszcza Krishny i Radhy, a także innych postaci, które stanowią jednocześnie fundament kultury i religii Indii.

 

Magdalena Niernsee

Tancerka

Dyplomowana tancerka  wykształcona w Wyższej Szkole Tańca Kathak Kendra w New Delhi, choreograf i pedagog. Prowadzi w Polsce zajęcia z klasycznego tańca indyjskiego – Kathaku i Bollywood. Oprócz regularnych zajęć prowadzi także warsztaty wyjazdowe. Bierze udział w pokazach, przygotowuje i współtworzy spektakle i widowiska choreograficzne, m.in. „Wędrówki Duende”, „India katha… zapis pamięci tancerki”, „Nayika-oblicza kobiecości”.

icons-842898_1280 icons-842848_1280 icons-842876_1280  508 138 537

 

Dodaj komentarz

Chcemy być z Tobą w stałym kontakcie.

Zostaw swojego maila, aby otrzymać darmowe inspiracje, informacje o naszych akcjach, promocjach i najnowszych postach.

Subskrybując newsletter wyrażasz zgodę na przetwarzanie podanych danych i otrzymywanie od mamawokolicy.pl informacji handlowych.